O tym, jak zostałyśmy nauczycielkami w Tajlandii

Z Birmy wróciłyśmy przez granicę w Myawaddy do Mae Sot. To w pobliżu tego tajskiego miasteczka miałyśmy wkrótce rozpocząć wolontariat polegający na nauce dzieci angielskiego. Byłyśmy bardzo podekscytowane i chyba tak samo przerażone. Dzień po naszym przyjeździe spotkałyśmy się z Alanem, którego poznałyśmy półtora miesiąca wcześniej podczas naszego pobytu w Pai. Wspomniał On wówczas, że wybiera się na święta do Johnego, który buduje szkoły dla dzieci birmańskich uchodźców. Pomyślałyśmy, że też chciałybyśmy wziąć udział w tym projekcie i tak od słowa do słowa zostałyśmy wolontariuszkami.

Sytuacja birmańskich uchodźców w Tajlandii:

Umówiliśmy się z Johnym i Alanem, aby przewieźć bagaże do szkoły. Była niedziela, więc postanowiliśmy również odwiedzić mieszkające w pobliżu rodziny naszych przyszłych uczniów. Po drodze spotkaliśmy ojca z córką, która bardzo chciała się uczyć, jednak w związku z tym, że rodzina była biedna, było to niemożliwe. Miała ona 13 lat i pracowała na polu za kilkanaście złotych dziennie. Stawka ta obowiązuje wszystkich niezależnie od wieku. Nasze serca płakały słysząc tę historię.

Niestety, tak wygląda los birmańskich uchodźców w Tajlandii. Wykonują tutaj ciężką pracę na polu w pełnym słońcu każdego dnia za płacę, na którą żaden Taj się nie obejrzy. Jest to olbrzymi problem na tych terenach przygranicznych. Uchodźcy z Birmy nie mają dokumentów potwierdzających ich tożsamość, więc nie mają możliwości znalezienia innej pracy, a chcąc utrzymać i wyżywić rodzinę zmuszani są godzić się na warunki, które oferują właściciele ziem, na których mieszkają i gdzie pracują.

Dla dzieci birmańskich uchodźców szkoła to nadzieja na lepszą przyszłość, dlatego Johny postanowił porozmawiać z ojcem tej dziewczynki i namówić go, by pozwolił uczęszczać jej na lekcje. Trwało to kilkadziesiąt minut, ale w końcu rodzina się zgodziła i następnego dnia dziewczynka wraz z młodszą siostrą pojawiły się w szkole. Napełniło to nas olbrzymią radością i motywacją do dalszego działania, a w związku z tym, że chciałyśmy zdziałać jak najwięcej póki tutaj byłyśmy, postanowiłyśmy się rozdzielić. Natalia została w szkole Min Thu Won, a ja udałam się do Ban Rom Klao Sahamit.

Jak wygląda birmańska szkoła w Tajlandii?

Zazwyczaj jest to kilka betonowych ścian pomiędzy którymi ustawiono drewniane ławki i krzesła oraz zawieszono tablice. W ten sposób stworzono prowizoryczne sale lekcyjne. Piszę prowizoryczne, jako że nie są one od siebie niczym oddzielone, co w pewien sposób utrudnia prowadzenie zajęć. Dzieje się tak, ponieważ równolegle odbywają się różne lekcje, np. zajęcia tajskiego, matematyki po birmańsku i języka angielskiego, a dzieci przekrzykują siebie nawzajem we wszystkich tych językach. Jak można się domyślać, po kilku godzinach mieszanka ta staje się naprawdę wybuchowa, a zajęcia trwają od rana do późnego popołudnia, czyli po jakieś 7-8 godzin dziennie tylko z godzinną przerwą na lunch. Zazwyczaj też jeden nauczyciel prowadzi równolegle kilka lekcji wędrując między ławkami, jako że brakuje wolontariuszy i chętnych do pracy. Łatwo nie jest, ale przecież nikt nie mówił, że będzie.

Część uczniów i nauczycieli (w tym ja) mieszkała na co dzień w szkole. W związku z tym czas po zajęciach spędzało się dalej razem. Ciężko było o trochę prywatności czy spokoju, ale i tak starałam się zawsze znaleźć chwilę na wyciszenie. Również pomimo tego, że warunki były dość spartańskie, to nie chciałam zwracać na to uwagi. W końcu dla większości osób zamieszkujących pobliskie tereny są one normalne. Spanie na podłodze, brak bieżącej wody czy blaszana toaleta na zewnątrz. Nie wspominając już o robactwie, z którym dzieliłam swój pokój.

Wszyscy jednak byli dla mnie bardzo życzliwi, dzieci prześcigały się w pozdrowieniach, żona dyrektora codziennie rano przynosiła śniadanie, a rodzice uczniów co wieczór zapraszali na obiad. W taki właśnie sposób odwiedziłam całą wioskę. Niestety, w repertuarze wciąż pozostała kuchnia birmańska, która nie przypadła mi do gustu już podczas pobytu w tym kraju. Starałam się jednak zachować pozory i zjeść chociaż trochę, aby nie urazić goszczących mnie rodzin. W tym miejscu warto dodać, że w kulturze birmańskiej nauczyciel jest równie ważny, jak Bóg i rodzice, dlatego należy Mu się największy szacunek, a dzieci chcą się uczyć i poświęcają na to nawet swój czas wolny. Jakie było moje zdziwienie, gdy po zajęciach zostawały one w szkole i siedziały nad książkami do późnego wieczora!

Pomimo tego, że prawie nikt nie mówił po angielsku, to spędziłam wyjątkowy czas w swojej szkole. Chociaż muszę przyznać, że momentami było bardzo ciężko. Szczególnie na lekcjach z młodszymi dziećmi, które nie rozumiały ani słowa z tego, co do nich mówiłam i czasem, niestety, bezmyślnie powtarzały po mnie.

Chyba najlepiej ogólną sytuację poziomu angielskiego wśród uczniów w mojej szkole zobrazuje lekcja, na której poprosiłam dzieci z 3 klasy, aby opisały co mają dziś ubrane. Przerobiliśmy wcześniej odpowiednio kolory i ubrania, więc wydawało mi się, że wszystko rozumieją. Jakże się pomyliłam! Gdy pokazałam na przykładzie jednego chłopca co mają zrobić, wszystkie przepisały do zeszytu to samo. Zaczęłam więc tłumaczyć, że mają napisać co one mają dziś na sobie, a nie, co ma ich kolega z klasy. W rezultacie doszło do tego, że chłopiec siedzący obok zamienił się z nim ubraniami, więc gdy podał swoją odpowiedź, nie mogłam zarzucić mu nic poza pomysłowością 😀

Tak mijał nam czas od poniedziałku do piątku, bo weekendy spędzałyśmy w Mae Sot. Musimy przyznać, że od razu pokochałyśmy Lu Maw, jego żonę i dzieci, u których wówczas zostawałyśmy. Nigdy nie zapomnimy ich gościnności i pomocy.

Nigdy również nie zapomnimy naszych uczniów i ich uśmiechów, dla których warto było znosić cały trud wolontariatu. Mamy nadzieję, że uda nam się wrócić jeszcze kiedyś w te miejsca. Chciałybyśmy ponownie spotkać się z naszymi dziećmi, a jeżeli ktoś chciałby pomóc i także wesprzeć projekt Johnego, to prosimy o kontakt.

M.

Jedna myśl nt. „O tym, jak zostałyśmy nauczycielkami w Tajlandii

  1. Pingback: Podróżniczki za dychę - Brak planu to najlepszy plan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *