O tym, co warto zobaczyć w Mandalay

Do Mandalay dotarłyśmy późnym wieczorem po prawie całym dniu spędzonym w pociągu z Hsipaw, o czym możecie przeczytać we wpisie Pociągiem przez wiadukt Gokteik. Kłopoty zaczęły się jak tylko wysiadłyśmy na stacji, jako że nie była ona w żaden sposób oznakowana i nie mogłyśmy znaleźć wyjścia. Gdy nam się to w końcu udało, zostałyśmy ,,zaatakowane” przez taksówkarzy krzyczących do nas z każdej strony. W końcu wynegocjowałyśmy z jednym z nich rozsądną cenę za przejazd do hostelu. Zazwyczaj nie korzystamy z taksówek, ale biorąc pod uwagę to, iż w Birmie właściwie nie ma oświetlenia ulicznego i wszędzie panowała kompletna ciemność, a my miałyśmy bagaże i kilka kilometrów do hostelu, to tym razem zmuszone byłyśmy skorzystać z tej opcji. Na wstępnie od razu dodam, że taksówkarze to prawdziwa zmora Mandalay. Jest ich wszędzie pełno, mimo że miasto wydaje się opustoszałe. Sami zobaczcie jakie puste są czasami ulice:

Większość taksówkarzy po prostu siedzi niedaleko swoich pojazdów i krzyczy do każdego przechodnia. Natomiast gdy jest ich więcej, to wierzcie mi, każdy z nich zapyta dokąd idziesz. Każdy. Ich ,,hello, taxi, taxi, where are you going?” wciąż pobrzmiewa nieprzyjemnym echem w naszych głowach. Wracając jednak do tematu:

Co zwiedzić w Mandalay?

Nasze przewodniki polecały nam przede wszystkim udać się do pałacu królewskiego. Znajduje się on w centrum miasta i łatwo się tu dostać, więc stwierdziłyśmy: dlaczego nie? Do pałacu wiodą cztery wejścia, ale tylko jedno z nich jest otwarte dla turystów. Ma to swój powód w tym, że dla obcokrajowców jest wytyczony tylko jeden szlak i nie można poza niego wyjść (dla Birmańczyków nie ma żadnych ograniczeń i opłat, oczywiście). Przy wejściu z kolei stoją panowie z karabinami. Biorąc to pod uwagę stwierdziłyśmy, że taka 10-minutowa wejściówka (szlak był naprawdę krótki) i narażanie życia nie jest warte swojej ceny 10000 kyatów (ok. 30 zł). Doszłyśmy też do wniosku, że wystarczy nam przejście się wokół murów kompleksu pałacowego. Zajęło nam to i tak ponad dwie godziny, jako że zajmuje on naprawdę dużą powierzchnię, a widoki były przyjemne dla oka.

Następnie udałyśmy się na położone niedaleko słynne wzgórze Mandalay. Wznosi się ono na wysokość 240 m, jednak wejście na górę nie jest wcale takie łatwe. Należy bowiem wziąć pod uwagę, że na samym dole znajduje się kompleks pagód, więc przed wejściem koniecznie trzeba zdjąć buty. W związku z tym całą drogę do góry należy przejść na boso. To nic, że wszędzie jest brudno, pełno kamieni i innych niezidentyfikowanych śmieci. Starałyśmy się jednak nie zwracać na to uwagi i patrzeć przed siebie. Innym powodem ku temu było to, iż każdy stopień biegnących do góry schodów był innej wielkości. Niemniej, na górze spotkała nas niemiła niespodzianka i musiałyśmy zapłacić po 1000 kyatów (ok. 3 zł), o czym nie było mowy wcześniej, żeby wejść do położonej na samym szczycie pagody. Jest to opłata dla turystów z aparatami, którą jednak musi zapłacić każdy obcokrajowiec nieważne, czy aparat posiada, czy nie.

Z góry roztaczał się… Chciałabym napisać, że piękny widok na Mandalay, jednak tego nie zrobię. Zanieczyszczenie powietrza musiało być naprawdę wysokie tego dnia, jako że smog przesłonił nam wszystko, co chciałyśmy zobaczyć. W związku z tym ze wzgórza roztaczał się taki widok:

Zawiedzione wzgórzem Mandalay pomyślałyśmy, że zwiedzimy pobliskie świątynie, które wyglądały tak:

W tym miejscu muszę wspomnieć, że w Kuthodaw Pagoda znajduje się największa księga świata, na której został wyryty zbiór nauk buddyjskich zwanych Tipitaka i chociażby z tego powodu warto się tu wybrać.

Będąc w Mandalay nie można również nie pojechać do położonej na obrzeżach miasta Amarapury, gdzie znajduje się najdłuższy na świecie most tekowy, czyli U-Bein Bridge. Szczególnie warto wybrać się tutaj przed wschodem lub zachodem słońca. Aby się tu dostać nie należy jednak korzystać z usług taksówkarzy, którzy życzą sobie za taki przejazd niewyobrażalnie wysokie kwoty. Zdecydowanie lepiej udać się na skrzyżowanie ulic 29 i 84, jeżeli ktoś jest w pobliżu centrum. Można stąd wsiąść do dzielonej taksówki i przejechać się na miejsce za dosłownie kilka złotych.

Nad U-Bein Bridge udałyśmy się jednego popołudnia, aby zobaczyć tam zachód słońca i niestety, na miejscu było mnóstwo turystów. Prawdopodobnie wybranie się na wschód byłoby lepszą opcją. Podobno można wówczas zobaczyć także mnichów z pobliskiego klasztoru udających się po jałmużnę do miasta. Był to jednak nasz ostatni dzień w Mandalay, więc musiałyśmy zadowolić się i tak pięknymi widokami zachodzącego słońca, mimo że dzielonymi z rzeszą ludzi, a na wschód słońca na pewno wybierzemy się będąc tu następnym razem.

Z innych miejsc, jakie chciałybyśmy polecić Wam do zobaczenia w Mandalay na pewno jest restauracja Shan Ma Ma oraz pizzeria Central Park Pizza, a także The Rock Gastro Bar, gdzie spędziłyśmy naprawdę wspaniały czas podczas naszego pobytu w tym mieście. Mają tutaj także bardzo dobre drinki i to w stosunkowo niskich cenach 🙂

M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *