Archiwum kategorii: Birma

Birma jest to kraj budzący od lat wiele kontrowersji. Ze względu na politykę wobec swoich obywateli, część podróżników odpuszcza sobie wyprawę do tego państwa. Jednak Mjanma kusi. Z jednej strony mamy ciemiężony przez wiele lat naród. Z drugiej niezwykle uprzejmych i pomocnych ludzi. Birma kusi także przepięknymi krajobrazami, jednak decyzja odnośnie wizyty w tym kraju jest kwestią indywidualną i należy do Ciebie. W tym miejscu zebrałam wszystkie wpisy dotyczące pobytu w tym miejscu. Możesz tu znaleźć zarówno opisy naszych birmańskich przygód, jak i parę porad praktycznych, które mogą pomóc Ci w planowaniu podróży do tego kraju oraz jego lepszym zrozumieniu. Znajdziesz tutaj także listę miejsc wartych odwiedzenia i kilka subiektywnych opinii na ich temat.

shwedagon-pagoda-1

Rangun, czyli początek i koniec naszej birmańskiej przygody

Po naszych problemach żołądkowych, jakich doświadczyłyśmy w Bagan, zdecydowałyśmy się skrócić nasz pobyt w Birmie o kilka dni i ruszyć z powrotem do Tajlandii. Zarezerwowałyśmy więc bilety na nocny autobus do Rangunu. Los tak chciał, że to właśnie tutaj rozpoczęłyśmy i zakończyłyśmy naszą podróż po Birmie (nie licząc Myawaddy, gdzie przekraczałyśmy granicę). Rangun jest bardziej znany pod jego angielską nazwą Yangon i tej będę dalej używać. Miasto to było stolicą kraju do 2005 roku, kiedy to przeniesiono ją do Naypyidaw.

Yangon – co warto zobaczyć?

Spędziłyśmy tutaj łącznie prawie tydzień, ale w związku z tym, że za pierwszym razem był to okres sylwestrowy, to jak możecie się domyślać, nie udało nam się za wiele zwiedzić. Za to bardzo dobrze bawiłyśmy się na koncercie Martina Garrixa 😀 Fakt ten nadal brzmi dla nas jak jakiś paradoks biorąc pod uwagę politykę, jaką stosuje rząd birmański wobec Zachodu.

Czytaj dalej

Wschody i zachody słońca nad pagodami w Bagan

Po kilku dniach spędzonych w Mandalay postanowiłyśmy w końcu wybrać się do Bagan, które od początku znajdowało się na naszej liście miejsc do zobaczenia w Birmie.

Jak dotrzeć do Bagan?

My zdecydowałyśmy się nie na autobus, jak robi większość osób podróżujących na tej trasie, ale na pociąg. W dodatku nocny. Przede wszystkim dlatego, iż jest to o wiele tańszy środek lokomocji. Bilet kosztował każdą z nas po kilka złotych.

Pociąg z Mandalay do Bagan wyrusza o godzinie 21, a na miejscu teoretycznie miałyśmy być o 5 rano następnego dnia. Swoją drogą, wszystkie fakty dotyczące podróżowania koleją w tym kraju, o których pisałam w Pociągiem przez wiadukt Gokteik, niestety i tym razem się potwierdziły. No nic, jedziemy i nagle około godziny 3 zostajemy obudzone. W dodatku przez taksówkarza, który wbiegł do pociągu, jak tylko ten wjechał na stację w Nyaung-U, oferując, że zawiezie nas do hotelu. W związku z tym, iż znajdował się on kilkanaście kilometrów od dworca i był środek nocy ostatecznie skorzystałyśmy z i tak zawyżonej oferty. Taksówki w Bagan są niesamowicie drogie! Na szczęście znaleźli się inni turyści, którzy podzielili z nami koszty tego przejazdu.`

Czytaj dalej

O tym, co warto zobaczyć w Mandalay

Do Mandalay dotarłyśmy późnym wieczorem po prawie całym dniu spędzonym w pociągu z Hsipaw, o czym możecie przeczytać we wpisie Pociągiem przez wiadukt Gokteik. Kłopoty zaczęły się jak tylko wysiadłyśmy na stacji, jako że nie była ona w żaden sposób oznakowana i nie mogłyśmy znaleźć wyjścia. Gdy nam się to w końcu udało, zostałyśmy ,,zaatakowane” przez taksówkarzy krzyczących do nas z każdej strony. W końcu wynegocjowałyśmy z jednym z nich rozsądną cenę za przejazd do hostelu. Zazwyczaj nie korzystamy z taksówek, ale biorąc pod uwagę to, iż w Birmie właściwie nie ma oświetlenia ulicznego i wszędzie panowała kompletna ciemność, a my miałyśmy bagaże i kilka kilometrów do hostelu, to tym razem zmuszone byłyśmy skorzystać z tej opcji. Na wstępnie od razu dodam, że taksówkarze to prawdziwa zmora Mandalay. Jest ich wszędzie pełno, mimo że miasto wydaje się opustoszałe. Sami zobaczcie jakie puste są czasami ulice:

Czytaj dalej

Pociągiem przez wiadukt Gokteik

O podróżach birmańskimi pociągami naczytałyśmy się wielu opowieści. Najczęściej były one o tym, jak wolno on jedzie w związku z czym, jak długo trwa podróż, jakie niewygodne są siedzenia, jak jest tłoczno i jak buja wagonami w czasie drogi. Wszystkie te punkty okazały się prawdą, ale po kolei.

Trasa z Hsipaw do Mandalay przez słynny wiadukt Gokteik:

Pociąg odjeżdża z dworca w Hsipaw o 9:40. Na stacji znalazłyśmy się więc około godziny 9 i od razu stanęłyśmy w kolejce po bilety. W Polsce przy okienku zazwyczaj siedzi niezbyt miła pani, która przy każdym pytaniu odsyła do informacji, bo przecież skąd ona ma wiedzieć z którego peronu odjeżdża pociąg. Tutaj jednak nie ma ani okienka, ani niezbyt miłej pani. Jest za to biurko z telefonem, który wygląda jakby lata świetności miał już dawno za sobą i aż dziwne, że wciąż działa. Za tym biurkiem siedzi pan, który jest miły (!) i który ręcznie wypisuje bilety.

Czytaj dalej

Trekking w okolicach Hsipaw

Do Hsipaw dotarłyśmy autobusem nocnym z Nyaung Shwe nad jeziorem Inle. Podróż zajęła prawie 15 godzin, co i tak jest niezłym osiągnięciem jak na birmańskie warunki. Prawie od razu udało nam się znaleźć hostel i… poszłyśmy spać 😀 Niestety, birmańskie autobusy mają to do siebie, że nie jest w nich zbyt wygodnie. W sumie to w jakim autobusie jest wygodnie, jeżeli jedzie się nim tyle godzin?

Gdy już odespałyśmy podróż postanowiłyśmy poszukać jakiejś agencji turystycznej, która organizuje trekkingi po okolicy. Weszłyśmy do kilku biur, jednak z uwagi na brak innych chętnych i utworzenia grupy, nie było możliwości wyruszenia w najbliższych dniach. Oczywiście, mieszcząc się w budżecie ,,za dychę”. W związku z tym zdecydowałyśmy same sobie coś zorganizować. Odkryłyśmy kilka ciekawych tras w naszej aplikacji z mapami i następnego dnia ruszyłyśmy jedną z nich.

Czytaj dalej

Dlaczego warto zostać dłużej nad jeziorem Inle?

Po dość wyczerpującym trekkingu, o którym możecie przeczytać we wpisie Trekking z Kalaw nad jezioro Inle, miałyśmy ochotę zatrzymać się gdzieś na chwilę i odpocząć. Nyaung Shwe znajdujące się na północ od jeziora Inle wydaje się idealnym miejscem do tego. Może i jest to trochę turystyczne miasteczko, które chwilami przypominało nam Pai w Tajlandii. Niemniej widoki wokół się niesamowite i na pewno wynagradzają trudy 3-dniowej wędrówki.

Jak wygląda jezioro Inle?

Gdy tylko jezioro Inle po raz pierwszy zaczęło się przed nami wyłaniać zza okolicznych gospodarstw rolnych, wiedziałam, że ten widok zapamiętam do końca życia. Kontrast, jaki tworzy idealnie błękitna woda z jaskrawo zieloną roślinnością wokół, a do tego przy pięknej pogodzie, wydaje się niemożliwym do opisania. Miałam ochotę stanąć i chłonąć atmosferę tego miejsca wszystkimi zmysłami. Tak też zrobiłam, a Natalia musiała mnie zmusić, bym ruszyła się dalej, jako że w tym samym momencie stwierdziłam, że mogłabym tu zostać na zawsze…

Czytaj dalej

Trekking z Kalaw nad jezioro Inle

Będąc w Birmie chyba nie sposób nie zajrzeć chociaż na chwilę nad jezioro Inle. Można na nie dojechać bezpośrednio autobusem czy pociągiem z każdego większego miasta w tym kraju lub wybrać się na kilkudniowy trekking z okolicznych miasteczek. My zdecydowałyśmy się na tę drugą opcję. Uważamy, że jest to najlepszy sposób, aby zobaczyć przepiękne krajobrazy tego kraju oraz doświadczyć na własnej skórze jak wygląda codzienne życie mieszkańców birmańskich wiosek.

Czytaj dalej

Birma – nasze pierwsze wrażenia

Jesteśmy w Birmie, zwanej również Mjanmą, już ponad tydzień, więc szok, jakiego doznałyśmy po przekroczeniu granicy w Myawaddy powoli minął i przyszła pora na podzielenie się z Wami naszymi pierwszymi wrażeniami, jakie sporządziłyśmy na podstawie naszego pobytu w Rangunie i Kalaw.

Po pierwsze, Birma jest czerwona.

W tym stwierdzeniu nie chodzi tylko o określenie sytuacji politycznej w kraju, ale przede wszystkim o jego krajobrazy. Gdzie nie spojrzeć widać czerwoną glinę, dla której odpowiednim kontrastem jest idealnie zielona roślinność, które razem tworzą klimat tego państwa. Czerwone są również chodniki w miastach, na których można znaleźć ślady po przeżutym i wyplutym betelu. Jest on swoistym narkotykiem dla Birmańczyków, mimo tego, że maść, jaką smarowane są liście jest rakotwórcza. Starają się oni jednak tego nie zauważać.

Czytaj dalej