Brak planu to najlepszy plan

Po naszym wolontaracie w Mae Sot, o którym możecie przeczytać we wpisie O tym, jak zostałyśmy nauczycielkami w Tajlandii, spędziłyśmy kolejny cudowny weekend z rodziną Lu Maw. Jednak nadszedł już czas by się pożegnać i ruszyć w dalszą drogę. Niestety, w naszej podróży przychodzą też takie momenty, kiedy nie chcemy się z kimś żegnać wiedząc, że możemy się już nigdy nie spotkać. To był jeden z nich. Niemniej, starając się nie okazywać zbyt wielu uczuć, od których zarówno Birmańczycy, jak i Tajowie stronią, uściskałyśmy wszystkich na szczęście. Kilka minut później wsiadłyśmy w busa do miejscowości Tak. W planie miałyśmy łapać stamtąd stopa do Bangkoku i potem dalej na Phuket, który był miejscem docelowym tego etapu naszej wędrówki.

W tym miejscu warto wspomnieć, że plan naszej podróży rodzi się pod wpływem chwili, co ma swoje dobre i złe strony. Brak planu to najlepszy plan, jak to się mówi.

Dobre strony braku planu podróży:

Na pewno należy do nich duża elastyczność, która oznacza, że możemy na bieżąco decydować ile czasu chcemy spędzić w danym miejscu. W związku z tym, jeżeli gdzieś nam się nie podoba, to nie musimy męczyć się i zostawać w tym miejscu kolejnych 3 dni, bo na tyle zarezerwowałyśmy wcześniej hostel. W ogóle z reguły nie rezerwujemy noclegów na dłuższy okres czasu. Możemy wówczas po prostu ruszyć dalej. Z kolei, jeżeli gdzieś nam się podoba, to przedłużamy nasz pobyt, aby w pełni nacieszyć się miejscem, które budzi w nas pozytywne emocje. Ma to także odniesienie do sytuacji, w których jesteśmy gdzieś, rozmawiamy z lokalsami i dowiadujemy się, że w okolicy jest coś wartego zobaczenia oraz że powinniśmy zostać tu dłużej, aby móc się tam wybrać.

Brak ustalonego planu podróży to także brak pośpiechu i obaw, że możemy gdzieś nie zdążyć. Obce są nam sytuacje, w których wykupiłyśmy wycieczkę i zbiórka jest o 10 rano, a my o 8 wciąż jesteśmy w mieście 100 km od celu i próbujemy złapać stopa. W ogóle obce są nam sytuacje, w których wykupujemy wycieczki, bo zazwyczaj przewyższają one nasz budżet 😉

Dla nas same te cechy oznaczają komfort, który jest jedną z najbardziej istotnych rzeczy w trwającej kilka miesięcy podróży.

Złe strony braku planu podróży:

Jeżeli chodzi o minusy takiego podróżowania, to na pewno oznacza to trochę wyższe koszty. Ogólnie rzecz ujmując, ceny noclegów są tańsze, jeżeli rezerwuje się je z wyprzedzeniem. Nie biorę tu pod uwagę specjalnych ofert typu ,,last minute”. Nie zawsze jednak ma to zastosowanie w Azji Południowo-Wschodniej, ponieważ niektórych hosteli i guest house’ów po prostu nie stać na to, by reklamować się na takich portalach, jak Booking.com czy Agoda.com. W związku z tym niekiedy udaje nam się znaleźć nocleg tańszy niż w Internecie. Ma to jednak miejsce wyłącznie w mniej popularnych turystycznie miastach.

Może to także skutkować w dezorientacji i braku pewności siebie w przypadku osób, dla których plan jest równoznaczny z poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacji. Takim osobom zdecydowanie polecam podążanie wyznaczoną trasą, aby nie straciły radości z podróży.

Wracając jednak do naszej trasy. Jesteśmy w busie do Tak, który pędzi ponad stówę na godzinę i to na krętych drogach znajdujących się nad przepaściami. Wytrzęsło nas niesamowicie i jak w końcu dojechałyśmy do celu, to nogi się pod nami uginały. Na pewno prawie 40-stopniowy upał na zewnątrz nie pomagał poczuć się lepiej. Zdecydowałyśmy więc zrezygnować z łapania stopa do Bangkoku i za chwilę znalazłyśmy w zmierzającym tam autobusie.

W drodze korzystając z ostatnich danych wykupionego pakietu Internetu szukałyśmy kogoś, kto mógłby nas przenocować jedną noc. Couchsurfing jednak zawiódł nas po raz kolejny. Na szczęście jest jeszcze Facebook, na który zawsze można liczyć. Ogłosiłyśmy się więc na grupie autostopowiczów. Po chwili odezwał się do nas Piotr mieszkający w Bangkoku i to niedaleko wylotówki na Phuket. Nie mogło być lepiej 🙂

W związku z tym, że Piotr był niezwykle uprzejmy, pozwolił zostać nam u siebie, jak długo chciałyśmy. Postanowiłyśmy jednak nie nadużywać Jego gościnności i drugiego dnia zwinęłyśmy się wcześnie rano, aby złapać stopa na Phuket. Zajęło to nam… mniej niż minutę. Wystarczyło, że stanęłyśmy na ulicy i wyciągnęłyśmy karton, aby przyciągnąć uwagę pracującej niedaleko straży (chyba) miejskiej. Panowie w mundurach otoczyli nas i przez chwilę myślałyśmy, że będziemy miały kłopoty. Jednak nie! Postanowili nam pomóc i podwieźć na rozjazdówkę. Co więcej, postanowili złapać tam dla nas kolejny transport. Zajęło im to kolejną minutę. W taki oto sposób w jakieś 5 minut od dostania się na wylotówkę siedziałyśmy już na pace Toyoty zmierzającej, jak wówczas myślałyśmy, na Phuket.

Po kilku godzinach jazdy okazało się jednak, że panowie, z którymi jechałyśmy, zmierzają najpierw do Surat Thani, a dopiero następnego dnia na Phuket. W związku z tym, że ich angielski był na podobnym poziomie, jak nasz tajski, nie wiedzieli jak nam to powiedzieć wcześniej. No cóż, byłoby zbyt pięknie, gdyby wszystko miało się od razu udać, prawda?

Zaczął już zapadać zmrok, więc umówiłyśmy się z panami na kontynuację podróży następnego dnia. W związku z tym zmuszone byłyśmy zostać na noc w Surat Thani, które jest miastem wypadowym na pobliskie wyspy. Tu pojawia się decydujący dowód na to, że brak planu to najlepszy plan. Takie zrządzenie losy pozwoliło nam na odkrycie nocnego marketu w mieście oraz spróbowania przepysznych lokalnych przekąsek. W dodatku w pokoju miałyśmy dużą wannę, w której urządziłyśmy sobie prawdziwe domowe spa. Mogłyśmy z niego podziwiać również piękny zachód słońca. Czego chcieć więcej po całym dniu w podróży?

Następnego dnia czekało na nas jeszcze więcej przygód, o czym nie wiedziałyśmy zasypiając tego wieczoru po pysznej kolacji i ciepłej kąpieli. Pewnie dlatego tak dobrze nam się spało! Napiszę o tym jednak już następnym razem 🙂

M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *