Kuchnia tajska – kurs gotowania w Chiang Mai

Będąc w Tajlandii chyba nie sposób nie zakochać się w kuchni tajskiej i nie wybrać na jeden z organizowanych tutaj kursów gotowania. W każdym mieście bez problemu można znaleźć co najmniej kilka szkół kucharskich. Ich oferta zazwyczaj obejmuje kursy trwające pół dnia lub cały dzień. Ponadto, część z nich organizowana jest w mieście, a część na okolicznych farmach.

W związku z tym podczas naszego pobytu w Chiang Mai postanowiłyśmy spróbować swoich zdolności kulinarnych i zapisałyśmy się do szkoły Asia Scenic. Tak naprawdę wybór szkół i kursów jest tutaj przeogromny, dlatego przed wyborem warto wcześniej sprawdzić opinie w Internecie. Asia Scenic szczyciła się jednymi z najlepszych ocen, a do tego cena była przystępna. Szkoła ta organizuje kursy półdniowe, które kosztują 800 bahtów (ok. 88 zł) oraz kursy całodniowe w cenie 1000 bahtów (ok. 110 zł). Oczywiście, my zapisałyśmy się na cały dzień, jako że był to nasz prezent wigilijny 🙂

Uczestnicy obu kursów startują razem o godzinie 9 rano. Kurs półdniowy trwa do godziny 13 i w trakcie jego trwania można ugotować 5 potraw z menu. Kurs całodniowy trwa do 15 i ma się możliwość wykonania 7 dań. Czytaj dalej

Jak smakuje szczęście? O tym, jak podróż zmienia ludzi

To już nasz 4 miesiąc w podróży, a przed nami jeszcze na pewno kilka kolejnych. Każdego dnia odkrywamy wspaniałe miejsca, poznajemy cudownych ludzi i próbujemy różnych nieznanych nam wcześniej potraw. Skreślamy kolejne marzenia z listy tych do zrealizowania. Co ważniejsze, każdego dnia stawiamy czoła nieznanemu i idziemy do przodu. Ta podróż zmienia nas wręcz nie do poznania.

Nie zawsze jednak jest kolorowo. Przychodzą chwile zwątpienia czy złości. Momenty, kiedy najchętniej wsiadłybyśmy w pierwszy lepszy samolot i wróciły do domu. Tęsknimy za rodziną, za przyjaciółmi, za naszymi zwierzętami i za miejscami, które lubimy odwiedzać. Takie chwile jednak mijają, gdy tylko uzmysławiamy sobie, że życie ma się tylko jedno i należy je przeżyć najlepiej jak się da. Wówczas zaciskamy zęby, bierzemy się w garść i ruszamy dalej. W końcu przyjechałyśmy tutaj w pogoni za marzeniami!

Czytaj dalej

Szybcy i wściekli – jak łatwo (nie)dogadać się z Tajami?

Kontynuując moją opowieść z poprzedniego wpisu Brak planu to najlepszy plan, gdy zegarek wybił godzinę 7 rano następnego dnia, rozległo się pukanie do naszego hotelowego pokoju. Zdziwione najpierw nie chciałyśmy otwierać. Gdy jednak pukanie nie ustawało, wstałam z łóżka, otworzyłam drzwi i wyjrzałam na korytarz. Stali w nim Tajowie, dzięki którym znaleźliśmy się w tym miejscu. Jakżeby inaczej! Poinformowali nas, że jadą do pracy. Na co my, zdziwione jeszcze bardziej, zapytałyśmy czy mamy jechać z Nimi. Dzień wcześniej umówiliśmy się, aby wyruszyć w trasę o 10. Otrzymałyśmy informację, że nie jadą teraz na Phuket, tylko do miejscowości w pobliżu Surat Thani, gdzie byliśmy i że wrócą po nas o 10. Ok, dziękujemy za wiadomość… i pobudkę.

Wróciłyśmy spać. Po czym o umówionej porze stawiłyśmy się w recepcji hotelu. Panów ani widu, ani słychu. Myśląc, że pewnie coś Ich zatrzymało w pracy, czekałyśmy dalej. Wybiła 11. Zadzwoniłyśmy do Nich. Okazało się, że są korki i będą o 12. Wybiła 12. Zadzwoniłyśmy ponownie. Jadą, są już blisko. Wybiła 13 i co się okazało? Zepsuł się Im samochód, a naprawa potrwa co najmniej kilka kolejnych godzin. W tym momencie miałyśmy już dosyć czekania, a nie chcąc ryzykować kolejnej wpadki autostopowej, ruszyłyśmy poszukać autobusu na Phuket, gdzie byłyśmy umówione wieczorem z naszym hostem.

Czytaj dalej

Brak planu to najlepszy plan

Po naszym wolontaracie w Mae Sot, o którym możecie przeczytać we wpisie O tym, jak zostałyśmy nauczycielkami w Tajlandii, spędziłyśmy kolejny cudowny weekend z rodziną Lu Maw. Jednak nadszedł już czas by się pożegnać i ruszyć w dalszą drogę. Niestety, w naszej podróży przychodzą też takie momenty, kiedy nie chcemy się z kimś żegnać wiedząc, że możemy się już nigdy nie spotkać. To był jeden z nich. Niemniej, starając się nie okazywać zbyt wielu uczuć, od których zarówno Birmańczycy, jak i Tajowie stronią, uściskałyśmy wszystkich na szczęście. Kilka minut później wsiadłyśmy w busa do miejscowości Tak. W planie miałyśmy łapać stamtąd stopa do Bangkoku i potem dalej na Phuket, który był miejscem docelowym tego etapu naszej wędrówki.

W tym miejscu warto wspomnieć, że plan naszej podróży rodzi się pod wpływem chwili, co ma swoje dobre i złe strony. Brak planu to najlepszy plan, jak to się mówi.
Czytaj dalej

O tym, jak zostałyśmy nauczycielkami w Tajlandii

Z Birmy wróciłyśmy przez granicę w Myawaddy do Mae Sot. To w pobliżu tego tajskiego miasteczka miałyśmy wkrótce rozpocząć wolontariat polegający na nauce dzieci angielskiego. Byłyśmy bardzo podekscytowane i chyba tak samo przerażone. Dzień po naszym przyjeździe spotkałyśmy się z Alanem, którego poznałyśmy półtora miesiąca wcześniej podczas naszego pobytu w Pai. Wspomniał On wówczas, że wybiera się na święta do Johnego, który buduje szkoły dla dzieci birmańskich uchodźców. Pomyślałyśmy, że też chciałybyśmy wziąć udział w tym projekcie i tak od słowa do słowa zostałyśmy wolontariuszkami.
Czytaj dalej

shwedagon-pagoda-1

Rangun, czyli początek i koniec naszej birmańskiej przygody

Po naszych problemach żołądkowych, jakich doświadczyłyśmy w Bagan, zdecydowałyśmy się skrócić nasz pobyt w Birmie o kilka dni i ruszyć z powrotem do Tajlandii. Zarezerwowałyśmy więc bilety na nocny autobus do Rangunu. Los tak chciał, że to właśnie tutaj rozpoczęłyśmy i zakończyłyśmy naszą podróż po Birmie (nie licząc Myawaddy, gdzie przekraczałyśmy granicę). Rangun jest bardziej znany pod jego angielską nazwą Yangon i tej będę dalej używać. Miasto to było stolicą kraju do 2005 roku, kiedy to przeniesiono ją do Naypyidaw.

Yangon – co warto zobaczyć?

Spędziłyśmy tutaj łącznie prawie tydzień, ale w związku z tym, że za pierwszym razem był to okres sylwestrowy, to jak możecie się domyślać, nie udało nam się za wiele zwiedzić. Za to bardzo dobrze bawiłyśmy się na koncercie Martina Garrixa 😀 Fakt ten nadal brzmi dla nas jak jakiś paradoks biorąc pod uwagę politykę, jaką stosuje rząd birmański wobec Zachodu.

Czytaj dalej

Jak usłyszeć swój wewnętrzny głos i żyć w zgodzie z samym sobą?

Na pewno znacie ten głos, który w pewnych momentach życia odzywa się gdzieś z tyłu głowy. To własnie on podrzuca wciąż nowe pomysły na realizację siebie. To właśnie on podpowiada w którym kierunku i dokąd iść. To właśnie on daje nadzieję, gdy wokół pojawia się zwiątpienie i co najważniejsze, to właśnie on wpływa na to, jak wygląda nasze życie i czy jesteśmy z tego powodu szczęśliwi.

Czym jest wewnętrzny głos?

Przede wszystkim jest on siłą. Naszą wewnętrzną siłą. Ciekawa rzecz jest taka, że nie pochodzi on z głowy, jakby się mogło wydawać, bo przecież to tam go słyszyszymy. Dociera on do nas z głębi serca. W związku z tym nie ma nic wspólnego z racjonalnym działaniem i właśnie dlatego należy go słuchać. Emocje można próbować nazwać wieloma słowami i istnieją naprawdę świetne ich definicje w encyklopediach, ale czym byłyby one bez tego, co czujemy? Czym byłaby miłość, gdyby Twoje serce nie biło mocniej na widok osoby, którą kochasz? Czym byłoby szczęście, gdybyśmy nie mogli go czuć na co dzień? Byłyby to tylko puste słowa.

Czytaj dalej

Wschody i zachody słońca nad pagodami w Bagan

Po kilku dniach spędzonych w Mandalay postanowiłyśmy w końcu wybrać się do Bagan, które od początku znajdowało się na naszej liście miejsc do zobaczenia w Birmie.

Jak dotrzeć do Bagan?

My zdecydowałyśmy się nie na autobus, jak robi większość osób podróżujących na tej trasie, ale na pociąg. W dodatku nocny. Przede wszystkim dlatego, iż jest to o wiele tańszy środek lokomocji. Bilet kosztował każdą z nas po kilka złotych.

Pociąg z Mandalay do Bagan wyrusza o godzinie 21, a na miejscu teoretycznie miałyśmy być o 5 rano następnego dnia. Swoją drogą, wszystkie fakty dotyczące podróżowania koleją w tym kraju, o których pisałam w Pociągiem przez wiadukt Gokteik, niestety i tym razem się potwierdziły. No nic, jedziemy i nagle około godziny 3 zostajemy obudzone. W dodatku przez taksówkarza, który wbiegł do pociągu, jak tylko ten wjechał na stację w Nyaung-U, oferując, że zawiezie nas do hotelu. W związku z tym, iż znajdował się on kilkanaście kilometrów od dworca i był środek nocy ostatecznie skorzystałyśmy z i tak zawyżonej oferty. Taksówki w Bagan są niesamowicie drogie! Na szczęście znaleźli się inni turyści, którzy podzielili z nami koszty tego przejazdu.`

Czytaj dalej

O tym, co warto zobaczyć w Mandalay

Do Mandalay dotarłyśmy późnym wieczorem po prawie całym dniu spędzonym w pociągu z Hsipaw, o czym możecie przeczytać we wpisie Pociągiem przez wiadukt Gokteik. Kłopoty zaczęły się jak tylko wysiadłyśmy na stacji, jako że nie była ona w żaden sposób oznakowana i nie mogłyśmy znaleźć wyjścia. Gdy nam się to w końcu udało, zostałyśmy ,,zaatakowane” przez taksówkarzy krzyczących do nas z każdej strony. W końcu wynegocjowałyśmy z jednym z nich rozsądną cenę za przejazd do hostelu. Zazwyczaj nie korzystamy z taksówek, ale biorąc pod uwagę to, iż w Birmie właściwie nie ma oświetlenia ulicznego i wszędzie panowała kompletna ciemność, a my miałyśmy bagaże i kilka kilometrów do hostelu, to tym razem zmuszone byłyśmy skorzystać z tej opcji. Na wstępnie od razu dodam, że taksówkarze to prawdziwa zmora Mandalay. Jest ich wszędzie pełno, mimo że miasto wydaje się opustoszałe. Sami zobaczcie jakie puste są czasami ulice:

Czytaj dalej

Pociągiem przez wiadukt Gokteik

O podróżach birmańskimi pociągami naczytałyśmy się wielu opowieści. Najczęściej były one o tym, jak wolno on jedzie w związku z czym, jak długo trwa podróż, jakie niewygodne są siedzenia, jak jest tłoczno i jak buja wagonami w czasie drogi. Wszystkie te punkty okazały się prawdą, ale po kolei.

Trasa z Hsipaw do Mandalay przez słynny wiadukt Gokteik:

Pociąg odjeżdża z dworca w Hsipaw o 9:40. Na stacji znalazłyśmy się więc około godziny 9 i od razu stanęłyśmy w kolejce po bilety. W Polsce przy okienku zazwyczaj siedzi niezbyt miła pani, która przy każdym pytaniu odsyła do informacji, bo przecież skąd ona ma wiedzieć z którego peronu odjeżdża pociąg. Tutaj jednak nie ma ani okienka, ani niezbyt miłej pani. Jest za to biurko z telefonem, który wygląda jakby lata świetności miał już dawno za sobą i aż dziwne, że wciąż działa. Za tym biurkiem siedzi pan, który jest miły (!) i który ręcznie wypisuje bilety.

Czytaj dalej